Lot wydawał się niezmiernie długi, trwał 6:40. Pasażerowie pojedli i poszli spać (szczęściarze, zasnęli bez problemu). Obudzili się dopiero kiedy zaczęliśmy podgrzewać śniadanie i zapach jajecznicy z kolendrą, miętą i pomidorami oraz naleśników z jagodami i ricottą rozniósł się po kabinie. Lot przebiegł bez żadnych rewelacji. Wszystko ładnie, pięknie, wręcz podręcznikowo.
Zawsze lubiłam pokoje hotelowe na wysokich piętrach. Więc kiedy dostałam klucz do pokoju numer 1817 ruszyłam prosto do windy. Za oknem przywitał mnie niesamowity widok. Przede mną Torre Akbar, którą już kiedyś porównywałam do znajdującej się w Doha Burj Qatar (można o tym przeczytać w tym poście). Kiedy na oddalone wzgórze "porośnięte" budynkami zaświeciło słońce, powstał piękny, hiszpański obrazek. Oceńcie sami.
Kiedy już część załogi wybrała się na zakupy lub do wciąż nieukończonej katedry Sagrada Familia, którą też już mam zaliczoną, ja ruszyłam w inną stronę. Moim celem była Poble Espanyol - Hiszpańska Wioska, znajdująca się na górze Montjuic. Cały kompleks został zbudowany w 1929 roku z okazji Światowej Wystawy EXPO, która odbywała się wtedy w Barcelonie. Celem było przedstawienie najbardziej charakterystycznych i znanych elementów architektury i obyczajów z najdalszych zakątków Hiszpanii. Miejsce miało być dostępne przez sześć miesięcy, a następnie rozmontowane. Ale ogromne zainteresowanie sprawiło, że władze miasta zachowały miasteczko, które w dniu dzisiejszym jest jedną z największych atrakcji Barcelony.
| Budynek reprezentujący region Aragon |
| Budynek reprezentujący region Aragon |
| Budynek reprezentujący region: po lewej i prawej Galicja, na wprost - Aragon |
Twórcy zwiedzili 1600 hiszpańskich wiosek w poszukiwaniu miejsc i budynków, które mogłyby być reprezentacyjne dla danego regionu. Rezultatem tych podróży jest 116 budynków poprzeplatanych ulicami i placami z różnych rejonów kraju. Można się tu przyjrzeć pracy rzemieślników: szklarzy, ceramików, tkaczy i kupić ich świeżo wyrobione dzieła. Jest też mnóstwo restauracji i kawiarni, a nawet pijalnia czekolady.
| Budynek reprezentujący region Andalucia |
| Budynek reprezentujący region Andalucia |
Wszystkie ulotki mówiły, że pośród spacerujących turystów toczy się normalne, życie, gdzie można obserwować owych rzemieślników przy pracy. Jednak chyba i dla jednych i drugich była nie ta pora. Początek lutego to jeszcze nie sezon turystyczny, więc minęłam tylko kilka, może kilkanaście osób. Co do rzemieślników, też była ich tylko garstka. A przy pracy widziałam zaledwie dwoje: hafciarkę i pana, który robi gitary (niestety, nie znalazłam nazwy tego zawodu. No bo przecież nie "gitarzysta"). Ale warto było tu przyjechać choćby dla tych uliczek, umalowanych kwiatami i drzewami mandarynkowymi.
Zawsze byłam zwolenniczką transportu publicznego. Jeśli można gdzieś dojechać metrem, czy autobusem, to ja jak najbardziej. Sama sprawdzam trasę, wiem gdzie jadę, nikt mnie na podkręcony licznik nie naciągnie. No i przede wszystkim tanio. Ale tym razem perspektywa spaceru 20-minutowaego z górki do najbliższej stacji metra sprawiła, że bardzo szybko wypatrzyłam czarno-żółtą taksówkę. Różnica w cenie wyszła zaledwie kilka euro, więc od czasu do czasu mogę sobie pozwolić na mały przejaw lenistwa i wygody. Po powrocie do hotelu odkryłam, że byłam całkiem blisko Magicznej Fontanny Montjuic, której wody podczas wieczornych pokazów skaczą do dźwięków muzyki, tworząc rozmaite przestrzennie ukształtowane elementy i figury, dodatkowo podświetlane różnymi kolorami. Mało tego, jak przejrzałam swoje zdjęcia, okazało się, że nawet tą fontannę minęłam! To się nazywa źle odrobione zadanie domowe. Ale na swoje wytłumaczenie mam fakt, że fontanna była wyłączona. W końcu sezon turystyczne jeszcze nie rozpoczęty.
W Barcelonie jest jeszcze multum miejsc do zobaczenia, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejny wyjazd w hiszpańskie regiony.
![]() |
| Barcelona, Hiszpania 04-05.02.2014 |



