obraz

obraz
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grafik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grafik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 sierpnia 2018

Miesiąc we Włoszech

Przyleciałam wczoraj do Mediolanu. Zameldowałam się w hotelu niedaleko lotniska, jak to w tej pracy zwykle bywa. Ale tym razem mój pobyt nie skończy się po 24 godzinach. Zostaję tu przez cały sierpień. I już opowiadam, jak to się stało. 

Qatar Airways przejęły 49% udziałów lini lotniczej Meridiana i od tej pory działają pod nazwą Air Italy. Katarczycy chcą, żeby linia ta osiągnęła dobrą pozycję na europejskim rynku lotniczym. Dlatego wspierają ją swoim planem i strategią, a także tymczasowo wypożyczeniem maszyn i załogi. Więcej o planach przewoźnika można przeczytać tutaj (po polsku) i tutaj (po polsku) albo tutaj (po angielsku) i tutaj (po angielsku). 

Ja tymczasem przez miesiąc stacjonuję w Mediolanie i będę wykonywać loty na krótkich trasach. Jeśli ktoś planuje lecieć Air Italy z Mediolanu do Katanii, Napoli, Palermo, Olbii albo Moskwy, to może do zobaczenia na pokładzie. 

Miesiąc we Włoszech brzmi jak wakacje. Ale dla mnie jest to miesiąc pracy, miesiąc w hotelu z dala od miasta, miesiąc z dala od bliskich w Doha. Bo bliscy w Polsce już się nauczyli, jak to jest widzieć się raz na jakiś czas i kontaktować głównie przez Internet i telefon, a bliscy w Doha jeszcze nie. Dlatego wbrew pozorom, miesiąc we Włoszech do łatwych nie będzie należał. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała wykorzystać tego czasu, który tu mam jak najlepiej. Dlatego na pewno pojawią się jakieś włosie opowieści na blogu. A na razie przedstawiam mój sierpniowy grafik. Wszystkie loty są na tyle krótkie, że tego samego dnia wracam do Mediolanu.

05 - SBY
06 - Moskwa
07 - wolne
08 - Moskwa
09 - Katania - Napoli 
10 - Napoli
11-12 - wolne
13 - Moskwa
14 - Palermo
15 - Napoli
16 - SBY
17 - wolne
18 - Olbia - Olbia
19 - Napoli
20 - Palermo
21-22 - SBY
23-24 - wolne
25 - Moskwa
26 - wolne
27-29 - SBY
30 - wolne
31 - Moskwa

Latam cały czas w swoim mundurku Qatar Airways, ale te przygotowane dla Air Italy wyglądają wypisz, wymaluj jak nasze. Różnice można dostrzec tylko w drobnych szczegółach.

Zdjęcie z qatarairways.com

Zdjęcie z qatarairways.com



sobota, 26 września 2015

Trzeci pilot

Zdarzyła mi się taka sytuacja. Po locie do Bangkoku pojawiła mi się jeszcze jedna zmiana w grafiku. Miałam obsługiwać lot do Dżuddy w Arabii Saudyjskiej. Nie był to jednak zwykły lot rejsowy, ale czarter. Brat byłego Emira Kataru wynajął naszego Airbusa A319, który ma 40 miejsc w klasie biznesowej, a klasy ekonomicznej nie ma w ogóle. On i około 30 członków rodziny i służby wybierali się na obchody Kurban Bajram, czyli islamskie Święto Ofiarowania. Lot był zaledwie dwugodzinny, ale i start był z dwugodzinnym opóźnieniem. Jak już ktoś wynajmuje cały samolot, to wiadomo, że maszyna będzie czekać na gości aż do skutku. No to co się będą spieszyć. Kiedy już dotarliśmy na miejsce, nasz samolot omyłkowo został skierowany do terminalu dla VIP-ów, zamiast do Terminalu Królewskiego. Na moje to można było samochodami i limuzynami zawieźć gości, gdzie trzeba. Ale widocznie mało o świecie królewskim wiem. Skończyło się na tym, że musieliśmy czekać na pojazd push-back ("ciągnik samolotowy" według Wikipedii), czyli pojazd, który wypycha samolot z miejsca, w którym jest zaparkowany. Bo może nie każdy wie, ale samoloty wstecznego biegu nie mają. Opuściliśmy więc terminal dla VIP-ów, gdzie dookoła roiło się od prywatnych odrzutowców i dotarliśmy do wcześniej wspomnianego Terminalu Królewskiego. A tam już czekały limuzyny i luksusowy autobus dla reszty, które przewiozły wszystkich jakieś sto metrów do terminala, który wyglądał, jak pałac. Tu nasza praca się już kończyła. Pasażerowie zostali w Arabii Saudyjskiej, więc my wracaliśmy do Doha "na pusto". Można było się zrelaksować, usiąść w fotelu pasażerskim i na przykład obejrzeć film. Jeden z pilotów zaproponował, że jeśli ktoś chciałby obejrzeć start lub lądowanie z kokpitu, to jest to najlepszy moment. Oprócz siedzeń dla kapitana samolotu i pierwszego oficera, są jeszcze tam dwa siedzenia. Podczas normalnych lotów taka akcja jest niemożliwa. Musimy zajmować swoje miejsca w kabinie, a do kokpitu nie wolno zaglądać aż do momentu, kiedy piloci nam dadzą znać. Dlatego skoro nadarzyła się taka okazja, nie mogłam nie skorzystać. Usiadłam w fotelu za pilotami i nie przeszkadzając w ich rutynowych czynnościach, obserwowałam, jak to wszystko wygląda od tej drugiej strony. Wrażenie niesamowite. Oczywiście filmik nie oddaje nawet połowy tego, jak to w rzeczywistości wygląda, do tego ręka się trzęsła od prędkości, której samolot nabierał z każdą sekundą. Ale przynajmniej kolejna pozycja na liście "Before I die.." odhaczona!

Czerwony dywan na schodach i Królewski Terminal na lotnisku w Arabii Saudyjskiej







A w międzyczasie pojawił się nowy grafik. Kiedyś pod koniec każdego miesiąca jeden post był poświęcony mojej rozpisce na kolejny miesiąc. Teraz już tego nie robię, bo ileż można pisać o kolejnych czterech podróżach do Londynu. Duże nadzieje pokładałam w szkoleniu na Dreamlinera, bo ta właśnie maszyna lata do mnóstwa niezwykłych miejsc, np. Południowej Afryki, Bali, czy Phuket w Tajlandii. No i dostałam wyczekiwany lot - Maskat w Omanie.. Półtorej godziny od Kataru.. Ale na otarcie łez mam coś innego - Miami, Floryda! Lot o który bardzo długo się starałam. Moje prośby zostały w końcu wysłuchane i dostałam 50-godzinny pobyt w Miami, co zdecydowanie sprawia, że nie mogę się doczekać drugiej połowy października. Oby tylko żadne chochliki i loty czarterowe się do mojego grafika nie wkradły..

piątek, 26 grudnia 2014

Święta, Święta i po Świętach

Na pewno wszyscy jeszcze pozostają w świątecznej atmosferze, w końcu dziś Drugi Dzień Świąt, ale ja już szykuję się do pracy. Spędziłam wspaniały tydzień w Polsce z najbliższymi, spotkałam się z dwiema przyjaciółkami, których nie widziałam od trzech lat, obejrzałam Jasełka z udziałem mojej 4-letniej chrześniaczki, gdzie debiutowała, jako aniołek. Zupełnie jak ja, xx lat temu ;) Dostałam od Was sporo życzeń świątecznych, za co serdecznie wszystkim dziękuję. Macie sporą zasługę w dodawaniu oliwy do ognia mojego optymizmu i pozytywnego nastawienia. 

Choinka w moim mieszkaniu w Doha

Przez cały mój grudniowy urlop doskwierało mi przeziębienie złapane w Londynie. Nie tylko katar i ogólne zmęczenie, ale i coraz cięższy i bardziej męczący kaszel nie dawały mi spokoju. Podleczyłam się trochę jeszcze w Doha, ale organizm odzwyczajony już od polskiego chłodu, szybko znów się poddał. Wietrzne i deszczowe święta zrobiły swoje i po powrocie do Kataru niemal straciłam głos. Było blisko pójścia na chorobowe, po praz pierwszy od ponad trzech lat. A za tak długi okres bez zwolnienia, firma wynagradza dodatkowymi 5 dniami urlopu. Do końca grudnia zostało kilka dni, nie mogłam więc pozwolić, żeby przez jedno przeziębienie trzy lata poszły na nic. I chyba moje zacięcie i determinacja zwyciężyły, bo dziś już poczułam się lepiej, a i głos wrócił do normy. W międzyczasie zmieniono mi stand by na lot do Nepalu, tym razem z krótkim pobytem w Katmandu, więc czeka mnie jeszcze jeden lot w tym roku.

Styczeń natomiast przebiegnie pod znakiem Bangkoku. Mój kolega Airbus A380 zaczął latać i tam, dlatego mam ich aż tyle. Będzie też Paryż, kilka lotów turnaround (bez pobytu w hotelu) i wisienka na torcie na koniec miesiąca: lot do Melbourne w Australii. Dlaczego wisienka, skoro byłam już tam nie raz? A dlatego, że wymyśliłam na tę podróż coś wyjątkowego. Od kilku miesięcy bezskutecznie starałam się o ten lot. W końcu się udało, więc na pewno zamierzam zrealizować mój plan. Jeśli wszystko się uda, będę miała do pokazania kilka niesamowitych zdjęć. Nie zdradzę już nic więcej, na resztę będzie trzeba poczekać do końca stycznia.

A oto mój nowy grafik na styczeń:
01-02 - wolne
03-04 - Bangkok, Tajlandia (lot 836/833)
05 - wolne
06-07 - Bangkok, Tajlandia (lot 836/833)
08 - Kuwejt (lot 1072/1073)
09-10 - wolne
11-12 - Bangkok, Tajlandia (lot 836/833)
13 - Kuwejt (lot 1072/1073)
14-15 - wolne
16-17 - Moskwa, Rosja (lot 229/230)
18-19 - Paryż, Francja (lot 39/40)
20 - Kair, Egipt (lot 1301/1302)
21 - wolne
22-25 - SBY
26-30 - wolne
31 - 02 - Melbourne, Australia (lot 904/905)


środa, 29 października 2014

Byle do grudnia..

Ostatnio moje grafiki robią się coraz mniej zróżnicowane. I tak jak październik był miesiącem lotów do Stanów, tak listopad to Wielka Brytania. Wynika to z ostatnio przebytego szkolenia na naszego kolosa A380. Na razie ta maszyna jest przypisana tylko do lotów do Londynu i Paryża, stąd sporo ich w grafikach przeszkolonej załogi. A że A380 cieszy się dużym zainteresowaniem wśród pasażerów pierwszej i biznes klasy, dlatego te dwie kabiny prawie zawsze są wypełnione po brzegi. 8 osób w klasie pierwszej i 48 w biznesowej, to już sporo gości do obsłużenia. Nie ma co narzekać, klasa ekonomiczna mieści 461 osób. Nic dziwnego, ja sama mając do wyboru 6 lotów z Londynu dziennie, wybrałabym ten najnowszym i najbardziej luksusowym samolotem. 

Oprócz Wielkiej Brytanii mam jeszcze jedną wycieczkę do Malezji. Na pewno zaplanuję sobie coś ciekawego. Reszta miesiąca zleci na obsługiwaniu lotów turnaround, czyli tych, z godzinnym postojem na lotnisku i powrotem do Kataru tego samego dnia. 

Właściwie to można już zacząć myśleć o świątecznych zakupach. W końcu po Wszystkich Świętych witryny sklepowe wypełniają się choinkami i Mikołajami. A w grudniu czeka mnie dłuuuugi urlop i Święta w domu. I z tą myślą bez problemu przetrwam wszystkie listopadowe loty.

01-02 - Nowy Jork, USA
03-04 - wolne
05 - Sharjah, ZEA (lot 1036/1037)
06-08 - SBY
09 - Bejrut, Liban (lot 420/421)
10-12 - wolne
13 - Bahrain (lot 1102/1103)
14-15 - Londyn, UK (lot 3/4)
16-18 - Kuala Lumpur, Malezja (lot 844/845)
19-20 - wolne
21-22 - Londyn, UK (lot 3/4)
23 - Abu Dhabi, ZEA (lot 1050/1051)
24-26 - wolne
27 - Kathmandu, Nepal (lot 650/651)
28 - wolne
29-30 - Londyn, UK (lot 3/4)




poniedziałek, 1 września 2014

Bo we wrześniu wszyscy idą do szkoły

I ja również. We wrześniu bardzo mało mnie będzie w chmurach. Szkolenia, które powtarzamy co roku przypadają mi zawsze na ten właśnie "szkolny" miesiąc. Do tego, jako że minęły mi trzy lata w firmie, czas na powtórzenie szkoleń takich jak to przeciwpożarowe, czy awaryjne lądowanie na wodzie. I te dwa kursy nie będą tylko wykładem, czy typową lekcją w klasie. Na kursie przeciwpożarowym dostanę kombinezon o dwa rozmiary za duży i gaśnicę do ręki, następnie jakiś piekarnik do ugaszenia. Awaryjne wodowanie natomiast odbędzie się w Bahrajnie. Poza tym we wrześniu mam kilka dni urlopu, więc czasu starcza jedynie na cztery loty, z czego jeden to turnaround do Turcji, a trzy pozostałe to wizyta w Anglii (Londyn i Manchester). Zwiedzania zapewne dużo nie będzie, ale nie ma się co martwić. Do opisania mam trzy sierpniowe podróże, więc na pewno będzie co czytać.

Prawie bym zapomniała. Dochodzi mi szkolenie na kolejny rodzaj samolotu - Airbus A380. To dwupoziomowy, szerokokadłubowy, czterosilnikowy samolot pasażerski. Sama nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak wygląda w rzeczywistości. Oto mały podgląd na pierwszą klasę w A380:


Siedzenia w pierwszej klasie

Wystrój łazienki

Tak oto wygląda wrzesień. Może i nie za bardzo emocjonujący miesiąc, ale potraktuję to jako odpoczynek :)



sobota, 26 kwietnia 2014

Bezsenność

"Czwarta nad ranem. Może sen przyjdzie..." w głowie rozbrzmiewają słowa piosenki "Czarny blues o czwartej nad ranem" Starego Dobrego Małżeństwa. Ale szybko zostają zakłócone przez nawoływania do modlitwy z pobliskiego meczetu... Przespałam może trzy godziny. Tuż po 1 w nocy oczy otworzyły mi się szeroko i tyle by było z mojego spania przed lotem do Stanów. Lodówka pusta, bo zapasy wyczerpały się podczas moich ostatnich 4 dni wolnych, a przede mną długi pobyt poza Katarem, więc zakupy odłożyłam na później. Ale uchowała mi się jedna paczka hamerykańskich ciasteczek do upieczenia. Wiecie, Amerykanie uwielbiają kupować w supermarkecie jedzenie, które już jest prawie gotowe. No to dawaj, piekarnik na 180 stopni i pieczemy. Skoro i tak niedługo przyjdzie mi się szykować do lotu, a o spaniu nie ma mowy, no to chociaż zrobię coś pożytecznego i napiszę Wam o moim grafiku, zajadając ciastka i popijając herbatkę.

Kto pamięta moją zeszłoroczną majówkę nad wodospadem Niagara? Oj co to była za podróż. Piękno natury tak mnie wtedy urzekło, dodało takiego pozytywnego kopa, że na cały rok mi starczyło. Tym razem na majówkę dostałam dokładnie ten sam lot. Ale powtórki z rozrywki nie będzie. Lot jest bowiem do Montrealu. Stamtąd nad Niagarę jest jeszcze 7 godzin jazdy samochodem. Wtedy się na to zdecydowałam, bo celem była Niagara, Niagara i tylko Niagara. Teraz zobaczę co sam Montreal ma do zaoferowania. 

Celowałam też w Europę, a dokładnie Włochy i Hiszpanię. A dostałam dwa razy Paryż i Londyn. Oba loty są znane jako dość pracowite, zwłaszcza, że są w ciągu dnia. Pasażerowie więc nie śpią, oglądają filmy, czytają książki, gazety i rozmawiają między sobą, a my tylko biegamy między nimi, dolewając szampana, prezentując nowe butelki wina, czy inne drinki z palemką. Ale nie żebym narzekała. W Londynie spotkanie z przyjacielem ze szkolnej ławy już prawie ustawione, a dwa pobyty we Francji będą wyzwaniem, żeby znaleźć tam jakieś nowe, ciekawe miejsce. Planuję też pojawić się na kilka dni w Krakowie. Nie byłam już tam bardzo długo, więc tęskni mi się za tym miejscem. Jest więc na co czekać w maju.

01 - OFF
02-05 - Montreal, Kanada
06-09 - OFF
10 - Bagdad, Irak
11-12 - SBY
13-14 - OFF
15-16 - Paryż, Francja
17/18-19 - Londyn, UK
20-23 - OFF
24-25 - Paryż, Francja
26/27-29 - Filadelfia, USA
30 - OFF
31 - Lahore, Pakistan

No i proszę, 45 minut zleciało, mogę już powoli układać włosy, nakładać obowiązkowy (łącznie ze szminką - o zgrozo!) makijaż, mundurek i w drogę. Eeee, to znaczy, w niebo! 

Madryt, Hiszpania

środa, 26 marca 2014

Wiosna na trzech kontynentach



Ależ mnie ucieszył grafik na kwiecień. Z dwóch powodów. Po pierwsze, doczekałam się w końcu Wietnamu, o który prosiłam tak wiele razy. Będę tam przez dwa dni, bo w międzyczasie obsługujemy też lot Ho Chi Minh - Phnom Penn, Kambodża - Ho Chi Minh. Dawny Sajgon utrzymuje się w pierwszej dziesiątce najczęściej wybieranych przez cabin crew miejsc (jeśli chodzi o nasz system wybierania lotów), a mimo to znam osoby, które były już tam kilka razy i widząc Wietnam w swoim grafiku wzdychają "Ech, znowu to samo....". W dzieciństwie tyle razy słyszałam zdenerwowanie mamy, czy taty, widząc mój artystyczny nieład w pokoju, które zawsze było podsumowane "Ale u ciebie Sajgon!!". Trzeba więc to sprawdzić.

Drugim lotem, który mnie bardzo ucieszył, to Houston w USA. Niby nic nadzwyczajnego, ot kolejne miasto w Ameryce, które pewnie i tak każdemu się kojarzy z amerykańskimi wyprawami w kosmos ("Houston, mamy problem!"). Centrum NASA mam już zaliczone (dla przypomnienia podaję linka). Ale miasto to w połączeniu z konkretną datą, którą upolowałam, daje zupełnie coś innego. Wiedziałam o tym już w listopadzie zeszłego roku i cierpliwie czekałam do marca, żeby wszystkimi siłami i wszystkimi możliwymi sposobami postarać się o ten lot. Przez trzy dni pod koniec kwietnia w Jason Hall, razem z Orkiestrą Symfoniczną Houston, będzie koncertował Chris Botti! Kto zna, ten zrozumie, dlaczego jestem tak podekscytowana. Bilet już kupiony :)) 

Do tego uda mi się też pooddychać europejskim powietrzem w Madrycie i przywieźć stamtąd słodkie, świeże pomarańcze. No czegóż tu chcieć więcej? Chyba tylko, żeby ktoś ode mnie zabrał ten jeden lot do Indii. 

02 - OFF
03-04 - Madryt, Hiszpania
05-06 - OFF
07-09 - Bangkok, Tajlandia
10 - SBY
11-12 - OFF
13-16 - Ho Chi Minh (Sajgon), Wietnam
17-19 - Koczin, Indie
20 - OFF
21 - Stambuł, Turcja
22-25 - OFF
26-29 - Houston, USA
30 - OFF

wtorek, 25 lutego 2014

Życie na stand by



Miałam jechać na urlop do Polski. Prosta rzecz, bezpośrednie połączenie Doha - Warszawa, 5:30h i już jestem w Polsce. Wszystko zaplanowane, walizka spakowana, rejestracja online zrobiona. Przyjeżdżam na lotnisko katarskie i czekam. Jak już nie raz wspominałam, urokiem moich zniżkowych biletów jest to, że są to tzw bilety stand by, czyli nie do końca potwierdzone. Wolnych miejsc w samolocie było 6. Pracowników chętnych na te miejsca - 7. W takich przypadkach liczy się staż pracy i rodzaj kupionego biletu. Akurat cała oczekująca siódemka miała ten sam rodzaj biletu, a ja byłam najstarsza stażem, więc byłam pierwsza na liście do wejścia na pokład. Oczekiwanie na potwierdzenie było więc formalnością. Tak mi się przynajmniej wydawało. Dostałam jednak wiadomość, że status mojego biletu zmienił się na stand by. Czekałam więc cierpliwie na rozwój sytuacji. Okazało się niestety, że tego dnia nie polecę. Nie zabiorą na pokład żadnego z pracowników, bo mają limit wagowy. Naładowali czegoś do cargo, napompowali paliwa, żeby im na powrót starczyło, nie wiem. W każdym razie samolot poleciał z wolnymi miejscami i beze mnie. Trudno, zdarza się. Próbuję więc następnego dnia. Tym razem prawie 30 miejsc wolnych. Pomyślałam, że nawet jeśli wezmą dodatkowe kilogramy cargo, to chyba i ja się zmieszczę. Na liście 4 prcowników, wszyscy mają status stand by. I kolejne godziny przeczekane na lotnisku tylko po to, by usłyszeć, że nikogo nie biorą. Samolot poleciał, 25 miejsc wolnych, a ja zostałam z czerwoną ze złości twarzą w terminalu. Żeby nie tracić kolejnego dnia urlopu, zarezerwowałam bilety z przesiadką w Monachium i Frankfurcie. Na warszawski lot nawet nie próbowałam się dostać. I słusznie, jak się okazało, bo sytuacja z ograniczeniem wagowym do stolicy powtórzyła się i trzeciego dnia. Ale ja już spokojnie sobie siedziałam na pokładzie jednego z naszych Dreamlinerów na trasie do Monachium. Później przesiadka na lot do Polski i można zacząć urlop. Bilet do Frankfurtu anulowałam. Taki urok naszego podróżowania. Teraz szykuję się na powrót do Doha. Mam już spisane wszystkie możliwe połączenia na ten dzień, bilety zarezerwowane na dwa loty, w tym jeden przez Niemcy. Taką drogą, czy inną, dotrę do Kataru na czas.

A w międzyczasie pojawił się grafik na marzec. Szczerze mówiąc nie wywołał we mnie jakichś specjalnych emocji, za chwilę zobaczycie dlaczego. Kiedy leci się do tej samej miejscowości po raz n-ty, główne punkty miasta ma się już zaliczone, niektóre nawet bardzo szczegółowo, to trzeba stanąć na głowie, żeby na kolejny pobyt wymyślić coś nowego i interesującego. Starałam się o Melbourne na 13-16 marca, to by się Grand Prix Formuły 1 zobaczyło na żywo, ale się nie udało. Starałam się o Japonię pod koniec miesiąca, bo wiśnie już powinny wtedy rozkwitać. Wietnam już mi się śni po nocach, tyle razy go obstawiałam w swoich lotach. Ale mówią, że cierpliwość palcem dół wykopie. Czekam więc cierpliwie.

A tymczasem marzec przedstawia się następująco:
01 - OFF
02-04 - Waszyngton, USA
05-08 - OFF
09-10 - trening
11 - Kuwejt
12 - OFF
13-15 - Waszyngton, USA
16-17 - OFF
18-19 - SBY
20-21 - Paryż, Francja
22-25 - OFF
26-29 - SBY
30-01 - Kuala Lumpur, Malezja




piątek, 24 stycznia 2014

Grafik na luty

Wróciłam z lotu do Arabii Saudyjskiej. Zmęczona, ale chyba bardziej samą porą, niż lotem. Nie mam nic przeciwko wstawaniu o dziwacznych porach, ale kiedy lot jest o takiej godzinie, że nijak nie da się przed nim wyspać, to człowiek szybciej się męczy. Tak było z rejsem do Dammamu. Wyspałam się jak należy, wstałam przed południem, kiedy już nawet przewrócenie na drugi bok nie działało. Cały dzień rześka, zadowolona, znajdowałam sobie coraz to różniejsze zajęcia w domu. Wieczorem przyszło się szykować na lot, a tu zaczyna mi się ziewać. I nie wiadomo czemu, bo przecież byłam na nogach niecałe 8 godzin. Na szczęście jak już wejdzie się do samolotu, to jest tyle rzeczy do zrobienia, że o ziewaniu się zapomina aż do lądowania. 

Ale, ale, nie o tym chciałam pisać. Zgodnie z moimi (i kilku tysięcy innych stewardes i stewardów) oczekiwaniami, pojawił się nowy grafik. I można na niego spojrzeć na dwa sposoby. Nic nowego niestety nie dostałam, dwa loty do Bangkoku z bardzo krótkim pobytem (lądujemy w Tajlandii po północy i wracamy do Kataru tego samego dnia o 20:00). ALE. Jest też Barcelona i dwa dni w Szanghaju. Poza tym połowa lutego to mój urlop, który częściowo będę spędzać rodzinnie w Polandii. Więc summa summarum, nie ma na co narzekać. Szklanka do połowy pełna.

A oto jak przedstawia się luty:
01-03 - OFF
04-05 - Barcelona, Hiszpania
06-07 - Bangkok, Tajlandia
08 - OFF
09-12 - Szanghaj, Chiny
13-14 - OFF
15-16 - Bangkok, Tajlandia
17-28 - URLOP

A zakup dobrego aparatu fotograficznego i poprawa jakości zdjęć już jest wpisana na listę rzeczy do zrobienia w tym roku.


środa, 27 listopada 2013

Dreamliner mój wróg

Jak już nie raz wspominałam, ostatnimi czasy stand by to żadna frajda. Dlatego też byłam bardzo niezadowolona, kiedy końcówka mojego listopadowego grafiku uległa zmianie. W ostatniej chwili zmieniono samolot, który miał lecieć do Brukseli na taki z inną konfiguracją miejsc. Tym samym zmieniła się ilość wymaganych członków załogi. W takich sytuacjach, kiedy okazuje się, że potrzeba 4, a nie 6 stewardess w biznes klasie, dwie o najniższym stażu w tej klasie są odsyłane do domu. Jako że ja jestem dopiero 3 miesiące po awansie, stałam się jednym z tych dwóch szczęśliwców. W grafiku moje BRU zmieniło się na SBY, co niewątpliwie oznaczało siedzenie w domu. I już nie przyjdzie mi kupić Belgijskiej czekolady na święta. Od grudnia trasę tą przejmuje "Dreamliner Cudowny". Nutka sarkazmu nie przypadkowa. Maszyna ta przejęła już sporo tras do miast europejskich, takich jak Sztokholm, Kopenhaga, Oslo, Frankfurt, Monachium, Zurych, a od przyszłego roku także i Edynburg w Szkocji. Miasta, w których zawsze ładowałam sobie baterie europejską kulturą i klimatem. Raz na jakiś czas po prostu trzeba odpocząć od gorąca bliskiego wschodu, islamskiej kultury dookoła, którą z szacunku trzeba tolerować (żeby nie powiedzieć "podporządkować się"). Ucieczka na Daleki Wschód nie pomaga. Duchota i wilgotność powietrza, chińszczyzna i smog i wszystkie twarze napotkane na ulicy takie inne... Europa - tu czuję się jak u siebie. Tu można pospacerować po mieście, robiąc przerwę na kawę w jednej z lokalnych kawiarni, nie czując na sobie wzroku wszystkich dookoła tylko dlatego, że nie wygląda się, jak "lokalni". 

Tak właśnie brak szkolenia na Boeinga 787 (co nie jest moim wyborem), zamyka mi wrota do sporej części Europy. Kilka pozostałych miast (Warszawa, Berlin, Budapeszt, Sofia, Wiedeń, Wenecja) też mam zamknięte na kilka następnych miesięcy, a to przez połączenie małego samolotu, który tam lata (Airbus A320/321), co oznacza jedną stewardessę (poza szefową CSD) w biznes klasie i serwisu, który wykonujemy, a na który owa jedna stewardessa musi mieć dodatkowe szkolenie. Na to szkolenie z kolei czeka się około roku od awansu do biznes klasy. Procedury, procedury.. 

Wracając do mojego przymusowego siedzenia w domu, zamiast spacerowania po ulicach Brukseli z belgijskim waflem z bitą śmietaną. Akurat zbiegło się to z wymianą kabli telefonicznych w naszym budynku. Panowie, powiedzmy z tutejszej telekomunikacji grzebali w ścianie trzy godziny, efektem czego ma być lepsza jakość rozmów i połączenia internetowego. Jednak najbardziej widocznym efektem w moim mieszkaniu było brak sygnału tv. I tak naprawiają to od ponad 5 dni, przychodząc codziennie na 15 minut z niby to nowym rozwiązaniem, które nic nie daje. No to co tu można robić, kiedy trzeba siedzieć w domu i nie można obejrzeć nawet wiadomości? Tak oto zaczęłam oglądać serial "Dr House". Sezon 1, odcinek 1.

Może napiszę w końcu coś konkretnego, bo jak na razie to rozprawiam o niczym. Ukazał się grafik na grudzień. Wiadomo, że w tym miesiącu każdy na niego czeka z podwójną ciekawością. Gdzie będę na Święta? A co będę robić w Sylwestra? Miałam zaplanowane kilka dni urlopu w połowie grudnia, ale firma postanowiła mi zrobić niespodziankę i dać mi cztery dni wolnego na same Święta. I chwała im za to! Rok temu święta spędziłam na pokładzie samolotu do Sudanu i z powrotem. Dwa lata temu w Hong Kongu. W tym roku w końcu będę miała Święta z prawdziwego zdarzenia. Do tego Nowy Jork przed samym wyjazdem do Polski - to miasto podczas Świąt ma niesamowitą atmosferę. Zadowolenie z grudnia jest na poziomie satysfakcjonującym. Nawet ostatnie dni 5 dni z uroczym kodem SBY mi nie przeszkadza.


Grudzień
01-03 - Jakarta, Indonezja
04-06 - Kalkuta, Indie
07-10 - wolne
11-12 - Algier, Algieria
13-15 - Bangkok, Tajlandia
16-19 - wolne
20-22 - Nowy Jork, USA
23-26 - święta w Polsce :)))
27-31 - SBY


środa, 30 października 2013

Co przyniesie listopad

Końcówka października była bardzo zróżnicowana. Najpierw podkręcili moje tempo dając mi loty jeden za drugim - Sri Lanka, Hiszpania, Tajlandia. Każdy z nich miał bardzo krótki odpoczynek, zaledwie kilkanaście godzin, więc przez cały tydzień nic, tylko latałam i spałam, latałam i spałam. Po takim maratonie przyszło kilka dni wolnego, więc po prostu się leniłam. Należało mi się. Kolejne cztery dni to szkolenia. Pierwsza pomoc, sytuacje awaryjne, ewakuacja, komunikacja, bla, bla, bla... Ale na szczęście listopad tuż tuż, a mój grafik na ten miesiąc wygląda już trochę rozsądniej. Loty mam na zmianę z wolnym, żadnych szkoleń, co prawda cztery dni w gotowości, a ostatnio coś nie lubią nas ze stand by wyciągać, ale tyle mogę przeboleć.

LISTOPAD:
01-02 - OFF
03-06 - SBY
07-08 - OFF
09-11 - Bangkok, Tajlandia
12-13 - OFF
14-16 - Chicago, USA
17-18 - OFF
19-21 - Waszyngton, USA
22 - OFF
23 - SBY
24 - OFF
25-26 - Bruksela, Belgia
27/28 - Dubaj, ZEA
29-30 - OFF

W internecie pojawia się sporo filmików na temat linii lotniczych. Jedne mniej zabawne, drugie bardziej. Ale to co wymyśliły linie Virgin America bardzo się wszystkim spodobało. Safety video - filmik/demonstracja na temat podstawowych zasad bezpieczeństwa podczas każdego lotu. Polecam.


A teraz po obejrzeniu filmiku Virgin America zapraszam na dzień otwarty do Qatar Airways :) 10 listopada, KRAKÓW!!! To tu dla mnie wszystko się zaczęło ponad dwa lata temu. Nie ma co się zastanawiać "Czy mi się uda..." tylko iść i spróbować! Zapraszam! 


czwartek, 25 lipca 2013

Lipcowa cisza

Po pierwsze dziękuję za wszystkie gratulacje :) Milo wiedzieć, że tyle osób mi kibicuje. Do treningu coraz bliżej, znowu będzie masa nowych rzeczy do przyswojenia, siedzenie nad książkami przez dwa tygodnie i egzaminy. Wiem jednak, że mogę liczyć na sporo kciuków trzymanych za powodzenie ;)

Lipiec nie obfitował za bardzo w posty na moim blogu. W tym miesiącu moje pobyty za granicą były wyjątkowo krótkie, co nie sprzyja zwiedzaniu. Londyn, Paryż po raz n-ty, tak właśnie żegnam klasę ekonomiczną. Na szczęście była też Japonia, z której relację zamieszczę wkrótce.

A w Katarze Ramadan trwa w najlepsze. Za dnia miasto śpi, wszystko pozamykane, instytucje pracują krócej. Zjeść poza domem można dopiero wieczorem, po godzinie 18. W ciągu dnia pozostaje więc tylko zaszyć się w zaciszu mieszkania albo podsmażyć się trochę na plaży (oczywiście tej poza miastem, bo nie da się wysiedzieć na słońcu bez łyka zimnej wody). Na początku lipca miałam znów Bardzo Wyjątkowego Gościa na kilka dni, moje serce więc wypełniło się radością, a lodówka pierogami :)





Z moją ukochaną Mamą

Na koniec jeszcze wzmianka o sierpniu. Ponad połowa miesiąca mi zejdzie na trening. Później trzeba odbyć kilka lotów obserwawczych, tak jak tuż po ukończeniu pierwszego treningu. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak się stresowałam i plątałam między pokojem i kuchnią, nie wiedząc, za co się złapać. Teraz będzie inaczej, ale stres też na pewno będzie. Ale to taki zdrowy, motywujący stresik, więc nie ma się czego obawiać. Zaraz po treningu mam trzy krótkie loty, żeby wpaść w rytm. Zaraz po tym Bangladesz i Indie. Cóż, nie są to moje ulubione miejsca, ale w Indiach zatrzymam się tym razem w Delhi, więc może nie będzie tak źle. Koniec miesiąca we włoskich barwach - Mediolan. Nie byłam tam ponad rok, więc czas najwyższy odwiedzić to miejsce.

A oto i cały grafik sierpniowy:
01-17 - trening
18-19 - OFF
20 - Abu Dhabi, ZEA; Dammam, Arabia Saudyjska
21 - Amman, Jordania
22-24 - Dhaka, Bangladesz
25-26 - Delhi, Indie
27-30 - OFF
31-01 - Mediolan, Włochy

Swoją drugą rocznicę pobuty w Katarze będę świętować w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej. A raczej na pokładzie samolotów lecących właśnie w tamtych kierunkach. Tak, to już dwa lata odkąd opuściłam nasz piękny kraj. A czas płynie szybciej i szybciej...


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Lipiec

W końcu wyszedł jakiś grafik, w którym mam więcej niż trzy loty i milion pięćset SBY. Lipiec zapowiada się pracowicie, ale to bardzo dobrze. Może Ramadan, który w tym roku zaczyna się już 8 lipca, szybciej minie. Jest też i nowe miejsce do zwiedzenia - Japonia! Oprócz tego będę oblegać Europę, głównie Londyn i Paryż. 

01-02 - Singapur
03 - SBY
04-07 - OFF
08-11 - SBY
12-13 - Londyn, UK
14-17 - OFF
18-19 - Paryż, Francja
20-21 - OFF
22-24 - Tokio (Narita), Japonia 
25/26-27 - Paryż, Francja
28-31 - OFF


P.S. Pamiętacie jak pisałam o śmiałku, który rok temu przeszedł bez zabezpieczeń po linie nad Niagarą? Oto właśnie ten sam Nik Wallenda przeszedł wczoraj nad Wielkim Kanionem :)

poniedziałek, 27 maja 2013

Czerwiec

Już się przyzwyczaiłam, że kiedy wychodzi nowy grafik, mam przypisane trzy loty, a reszta to stand by. Coś się szanowni państwo nie mogą zdecydować, gdzie mnie wysłać. Dlatego też kiedy zobaczyłam to samo w mojej czerwcowej rozpisce, wcale nie byłam zaskoczona. Jeden z trzech lotów konkretny - Perth, Australia :)) Dwa pozostałe to jakieś drobiazgi, Bahrajn i Dubaj. Ale nie ma się co dziwić, w tym miesiącu przypada mój czas na urlopowanie się, więc 10 dni mi wypada. Dlatego nie marudzę, nie narzekam. Mało tego, bardzo się cieszę z Perth. W przyszłości tą trasę ma obsługiwać osławiony już Dreamliner, na którego ja nie mam licencji, dlatego trzeba korzystać, póki czas.

A tak przedstawia się cały czerwiec:
01 - SBY
02 - Dubaj, UAE
03 - OFF
04-13 - URLOP
14 - OFF
15 - Bahrajn
16 - REST
17-19 - Perth, Australia
20 - SBY
21-23 - OFF
24-27 - SBY
28-30 - OFF

sobota, 23 lutego 2013

Omlet i wino

Po kolejnym locie do Warszawy stwierdzam, że chyba napiszę petycję do Qatar Airways o większy samolot na trasie Doha - Warszawa - Doha. Z zebraniem masy podpisów na pewno nie będzie problemu. Airbus A320, który zabiera 132 osoby (w klasie ekonomicznej), jest zdecydowanie za mały. I dla pasażerów, którzy po posiłku muszą czekać chyba z pół godziny w kolejce do toalety (są tylko dwie) i dla załogi, która nie ma miejsca w galley na przygotowanie czegokolwiek. Trzeba kombinować, gdzie co poprzekładać, żeby wygospodarować miejsce na dodatkowe tace z posiłkami, które nie mieszczą się w wózkach. Sok pomidorowy schodzi w ciągu pierwszych 15 minut. Wina wyczyszczone do zera, nie ważne, że serwowane było śniadanie. Przecież zawsze można sobie wypić francuskie Chardonnay do omletu z parówką drobiową.

Jak już kiedyś pisałam, podczas każdego lotu przeglądam listę pasażerów, w poszukiwaniu polskich nazwisk. Tym razem (trasa Doha-Warszawa) szukałam na liście nazwisk nie-polskich. I wyobraźcie sobie, że na 125 pasażerów mieliśmy 16 obcokrajowców. Reszta - Polacy! Normalnie jak jakiś Ryanair na trasie Londyn-Warszawa ;) Jedno nazwisko przykuło moją uwagę. Pomyślałam, że może to tylko zbieżność nazwisk, bo ta osoba pewnie by podróżowała w klasie biznesowej. A że zostałam przydzielona do kuchni (właściwie to sama się do niej zgłosiłam, żeby nie kichać na pasażerów swoim przeziębieniem), nie krzątałam się po kabinie i nie miałam kiedy się przyjrzeć pasażerom. Ale ciekawość wzięła górę, przeszłam się, dyskretnie zerknęłam i okazało się, że to nie była zbieżność nazwisk. Na pokładzie leciał z nami pan Paweł Deląg.


Podczas lotu powrotnego pracowałam w kabinie. Podczas podawania posiłku rozmawiałam ze wszystkimi po polsku. Może kilka osób poprosiło mnie o wersję angielską. Pod koniec lotu miałam osoby przychodzące na koniec samolotu z głośnym "Szukamy pani Martyny!" :) Miło, bardzo miło.

W międzyczasie pojawił się grafik na marzec. W końcu trafiło mi się miejsce, w którym jeszcze nie byłam - Chengdu w Chinach. Mało tego, jest to pierwszy lot inauguracyjny, bo dopiero otwieramy tą trasę, więc znowu przywitam się z szefem na pokładzie. Poza tym będę tam miała dwa pełne dni na zwiedzanie, więc na pewno oprócz jakiejś chińskiej świątyni, która zapewne będzie wyglądała, jak wszystkie inne chińskie świątynie, które do tej pory widziałam, obowiązkowym punktem będzie Panda Research Base - rezerwat, gdzie można podziwiać misie panda.

A oto i cały grafik na marzec:
01/02 - Abu Dhabi, UAE
03-04 - SBY
05-06 - OFF
07 - Bahrajn
08-10 - OFF
11-13 - Waszyngton, USA
14-15 - OFF
16 - Kuwejt
17 - OFF
18 - REST
19-22 - Chengdu, Chiny
23 - REST
24-25 - Warszawa, Polska
26-27 - OFF
28-31 - SBY


środa, 30 stycznia 2013

Luty... A to wszystko przez Boeinga!

Zazwyczaj grafik na kolejny miesiąc pojawia się około 22-23 dnia miesiąca. Oczywiście zawsze bardzo na to czekamy. Tym razem jednak musieliśmy poczekać kilka dni dłużej. Spośród kilkutysięcznej załogi Qatar Airways tylko część jest przeszkolona na nowe Boeingi 787 (Dreamliner), które powinny być Wam znane, bo LOT też takie zakupił. Nie będę się chwalić, że my mamy ładniejsze, bo wnętrze zostało wykonane na specjalne zamówienie QA :p W każdym razie okazało się, że pojawiają się jakieś problemy techniczne i loty wszystkimi Dreamlinerami musiały zostać wstrzymane. Dlatego i nasz grafik wyszedł później, bo trzeba go było w ostatniej chwili przerabiać.





Zdjęcia zaczerpnięte z tej strony.

Mam grafik przed sobą, ale i tak dużo z niego nie wiem, bo mam zaledwie cztery loty i pełno SBY. Ale jest Warszawa, więc już mi wystarczy. Ogórki kiszone się skończyły, więc trzeba do Polski skoczyć ;)

31-02 - Perth, Australia
03-06 - OFF
07-10 - SBY
11-12 - OFF
13-16 - SBY
17-18 - Manila, Filipiny
19 - OFF
20 - REST
21-22 - Warszawa, Polska
23 - REST
24 - Dubaj, UAE
25-28 - SBY

Za dużo latania to tu nie ma, ale cała nadzieja w ośmiu SBY ;) 



wtorek, 25 grudnia 2012

Styczeń

No i jest kolejny grafik. Coś chyba ostatnio mi za dużo lotów do Stanów dawali, więc teraz chcą zbalansować. Abu Dhabi, Bahrajn, loty charytatywne.. Styczniowy grafik (nie licząc nadchodzącego urlopu, na który plany zmieniają się średnio dwa razy dziennie) to chyba "prezent" gwiazdkowy do moich sudańsko-indyjskich Świąt... Nic dodać, nic ująć..

01 - OFF
02 - SBY
03 - Abu Dhabi, UAE
04 - OFF
05-19 - urlop
20 - OFF
21 - ASBY
22-24 - SBY
25 - Bahrajn
26-27 - Londyn, UK
28-29 - OFF
30-01 - Perth, Australia


czwartek, 22 listopada 2012

Grudzień 2012

Wspominałam już niejednokrotnie o bezpośrednich lotach do Polski, które zaczynamy od 5 grudnia. Od czasu jak tylko wyszła oficjalna informacja, że częstotliwość lotów na dobry początek to cztery tygodniowo, wszystkim moim koleżankom i kolegom po fachu buzie się uśmiechnęły. Bo dla nas oznacza to 48 godzinny pobyt w Warszawie, a nie tak jak przeważnie (średnio) 24 godziny. Dlatego też sporo osób, nie tylko Polaków, zamierzało się o ów lot starać.

Pojawił się grudniowy grafik, wchodzę, otwieram.. TA DAAAAAAM!!! Nie dosyć, że mam warszawski lot w planie, to jeszcze ten pierwszy, 5 grudnia! Oprócz tego mój grafik jakiś taki pusty. Sporo dni wolnych (dobrze) i sporo stand by (niedobrze). Poza naszą stolicą nie mam innego europejskiego lotu, a to właśnie w Europie najlepiej czuć świąteczną, grudniową atmosferę, której w Doha tak brakuje. Może Nowy Jork uratuje sytuację. A jak nie, to trzymajcie kciuki, żeby niespodziankowy SBY między 24 a 26 grudnia okazał się jakimś Wiedniem, Sztokholmem albo, co lepiej, Warszawą.

Sylwester co prawda wolny, ale do pełni szczęścia potrzeba mi jeszcze wolnego dnia 1 stycznia. A to będzie wiadomo dopiero pod koniec grudnia, więc z planowaniem imprezy jeszcze się muszę wstrzymać ;)



01-03 - Seul, Korea Południowa
04 - Dammam, Arabia Saudyjska
05-07 - Warszawa, Polska
08-12 - OFF
13-14 - SBY
15-18 - OFF
19-21 - Nowy Jork, USA
22-23 - OFF
24-26 - SBY
27/28 - Abu Dhabi, UAE
29-30 - SBY
31 - OFF


środa, 24 października 2012

Listopad na trzech kontynentach

Październik był bardzo miłym miesiącem, głównie przez przyjazd Mamy do Doha. Ale o tym napiszę osobną notatkę. A tymczasem pojawił się listopadowy grafik. I zapowiada się całkiem nieźle. Oprócz indyjskiego Hyderabadu na początku miesiąca, co jest właściwie "pozostałością" po październikowym grafiku, nie mam żadnego lotu turnaround. Co prawda sporo SBY w miesiącu, więc wszystko może się pod tym kryć, ale pozostałe cztery loty - dwa razy Waszyngton, Paryż i Seul - w to mi graj! Na USA mam już plany, podjadę sobie pod Biały Dom zobaczyć, jak są przygotowani tuż przed wyborami. W Paryżu za dużo czasu nie mam, bo tylko 18 godzin. Ale przynajmniej jakiś krótki, jesienny spacer sobie zrobię. Mała odmiana, bo już mi się organizm przegrzewa od słońca. Seul - jeszcze planów nie mam, ale coś się wymyśli. Załoga znów prawie w 100% koreańska, więc na towarzystwo do zwiedzania nie będzie co liczyć. 

Loty i SBY poprzeplatane z dniami wolnymi, przeważnie podwójnymi. I bardzo dobrze, bo w Doha też mam co robić :)


01 - Hyderabad, Indie
02 - SBY
03 - OFF
04-06 - Waszyngton, USA
07-10 - OFF
11-13 - SBY
14 - OFF
15-18 - SBY
19-20 - OFF
21-23 - Waszyngton, USA
24-25 - OFF
26-27 - Paryż, Francja
28-29 - OFF
30 - Seul, Korea Południowa

czwartek, 27 września 2012

Październik

Mam lekki poślizg w aktualizacji bloga, ale wynika to tylko z przyczyn technicznych. Dwa wypady w dwa cudowne miejsca - Nowy Jork i Seul. Cierpliwości, wszystko w swoim czasie.

A tymczasem przedstawię swój grafik na październik.

01 - powrót z Waszyngtonu
02-04 - OFF
05-07 - Szanghaj, Chiny
08-10 - szkolenie
11-12 - OFF
13 - Maskat, Oman
14 - szkolenie
15-16 - SBY
17-18 - Nairobi, Kenia
19 - SBY
20 - OFF
21-23 - SBY
24-28 - OFF
29-30 - Singapur
31/01 - Hyderabad, Indie